Kiedy mówimy o żużlu, ciężko nie wspomnieć nazwiska, które wstrząsnęło tym sportem niczym grom z jasnego nieba. Tai Woffinden – brzmi trochę jak nazwa futurystycznego motocykla lub bohatera marvelowskiego uniwersum, ale nie – to brytyjski zawodnik żużlowy, który zamieszał w czarno-białym, piachowym świecie torów speedwayowych bardziej niż wiatr na stadionie w Lesznie. I chociaż urodził się w Anglii, serca kibiców zdobywał w różnych krajach, zwłaszcza w Polsce, gdzie traktowany jest niemal jak domownik.

Młodość z przytupem – od małego na kołach

Tai Woffinden, człowiek, który przekonał świat, że Brytyjczyk może mieć benzynę zamiast krwi, rozpoczął swoją przygodę z żużlem już jako dzieciak. Urodzony 10 sierpnia 1990 roku w Scunthorpe, miłością do sportu zaraził się w zasadzie z mlekiem matki – jego ojciec, Rob Woffinden, również był żużlowcem. Mały Tai stawiał pierwsze kroki na torze szybciej niż większość dzieci opanowuje jazdę na rowerze bez bocznych kółek. Jako nastolatek przeniósł się z rodziną do Australii, co tylko dodało mu żużlowego sznytu. I dobrze, bo dzięki temu jego styl jazdy ma coś z romantyzmu szalonego surfera na piachu.

Szybki start i jeszcze szybsza kariera

Pierwszy poważny sezon? Rok 2006, kiedy debiutował w brytyjskich rozgrywkach ligowych. Już wtedy było wiadomo, że Tai Woffinden nie będzie tylko kolejnym zawodnikiem do listy. Rok po roku wspinał się po szczeblach kariery z elegancją kata w Pradze – szybko, skutecznie i bez zbędnych nerwów. W 2007 zdobył tytuł mistrza Wielkiej Brytanii juniorów, a w 2008 zaliczył debiut w Grand Prix. I choć pierwszy sezon w elicie nie był jeszcze pokazem fajerwerków rodem z finału sylwestrowego, Tai postawił się światu speedwaya jasno: „Zaraz tu rządzę!”

Na podium świata – więcej złota niż u jubilera

Rok 2013 był przełomowy. Woffinden, ku zaskoczeniu wielu sceptyków i ku uciesze fanów szarpania gazem do granic możliwości, został mistrzem świata. I to nie był żaden jednorazowy wystrzał tuż po zjedzeniu energetycznego batonika. Tai Woffinden zdobył mistrzostwo świata trzykrotnie – w 2013, 2015 i 2018 roku, co czyni go najbardziej utytułowanym Brytyjczykiem w historii tego sportu. Jego styl jazdy? Połączenie elegancji Jamesa Bonda i bezkompromisowej dzikości kangura w trakcie pogo. Potrafił wcisnąć się między dwóch rywali z gracją baletnicy na motocyklu, który przecież tych samych prędkości co balet nie zna.

Tai i Polska – historia miłosna na dwóch kołach

Nie sposób pisać o karierze Woffindena, nie wspominając o jego związku z Polską. Startował w polskich klubach, m.in. w Wrocławiu, gdzie lokalni kibice nauczyli się jego imienia szybciej niż odmiany „być” w pierwszej klasie. Z GKM Grudziądz też miał epizod, ale to Sparta Wrocław została jego żużlowym domem. Woffinden nie tylko ściga się na torze – jest medialny, sympatyczny i potrafi rzucić żartem nawet po przegranym biegu. A to w żużlu, sportowej walce na łokcie i decybelach, rzadkość. Pewnie dlatego w Polsce traktowany jest niemal jak swojski „Tajek”.

Przyszłość w gazie i złotym pyle

Chociaż w ostatnich latach konkurencja w Grand Prix zrobiła się jeszcze bardziej zacięta niż kolejka do kebaba po imprezie, Tai Woffinden nadal jest jednym z nazwisk, których nie sposób pominąć przy analizie faworytów do tytułu. Wspołczesny żużel to sport nieprzewidywalny jak pogoda w kwietniu, ale jedno jest pewne – dopóki Tai siada na motocykl, emocje są gwarantowane. Dystans do siebie, nieustępliwość i niecodzienna charyzma to jego znaki firmowe. Woffinden to człowiek, który nawet upadek potrafi przekuć w materiał na anegdotę, którą potem opowiada z ironicznym uśmiechem.

Nie da się ukryć: Tai Woffinden to nie tylko wielokrotny mistrz świata, ale też barwna postać, która wprowadziła na żużlowe tory powiew świeżości i trochę rock and rolla. Od dziecka na motocyklu, przez triumfy na arenie międzynarodowej, aż po tysiące kibiców skandujących jego imię nad Wisłą – oto historia człowieka, który udowodnił, że nawet z odrobiną szaleństwa można sięgnąć po złoto. I choć każdy sezon przynosi nowe wyzwania, jedno się nie zmienia – na torze zawsze będzie Tai Woffinden, a jego legenda pewnie jeszcze długo nie wyhamuje.

Przeczytaj więcej na:https://meskimagazyn.pl/tai-woffinden-sylwetka-trzykrotnego-mistrza-swiata-na-zuzlu/.